Dzielnica czerwonych latarni

6/09/2017 Joanna Sz. 11 Comments

W tekście na temat zwiedzania Amsterdamu w weekend jako jedną z pozycji na liście wymieniłam właśnie ten fragment miasta. Dzielnica czerwonych latarni, Red Light District czy De Wallen, jak kto woli. Wprawdzie zrobiłam to ze względu na sumienie, ponieważ wiem, że jest to punkt na mapie, który interesuje wielu turystów, jednak chciałabym teraz bardziej przybliżyć moje zdanie na temat tego miejsca, co może równać się z tym, że mocno was do niego zniechęcę. 



Red Light to takie miejsce, do którego chodzi się albo za potrzebą albo z ciekawości. Innych opcji nie widzę. Jasne, znajdują się tam całkiem fajne bary, ale nie wiem, czy są one warte przeciskania się przez tłum. I muszę wam szczerze powiedzieć, że moje odczucia nie zmieniły się za bardzo od tego, gdy zobaczyłam to miejsce po raz pierwszy. Na ulicach jest pełno ludzi. Mówiąc pełno, mam na myśli przeciskanie się między nimi. Ten fragment miasta nie należy do najczystszych. Pełno walających się śmieci na chodniku to norma. Czemu się trochę nie dziwię, bo sprzątanie pomiędzy setkami ludzi nie należy zapewne do najłatwiejszych. No i, nie wiem jak wy reagujecie na pół nagie kobiety prężące się w oknach, ale mnie to mocno zawstydza. Nie jestem w stanie spojrzeć w okno na dłużej niż kilka sekund, bo gdy tylko prostytutka złapie ze mną kontakt wzrokowy jest mi głupio. Nie jest mi głupio, bo mi jej szkoda. Nie jest mi głupio, bo taki zawód. Jest mi głupio, bo jestem dla niej potencjalnym klientem. Tak, mimo faktu bycia kobietą.

Wielu ludzi, gdy mówię o byciu w Amsterdamie w pierwszej kolejności pyta mnie właśnie o Red Light i o to jak to tam wszystko wygląda, więc odpowiadam.

Jak to działa?


Prostytucja jest tutaj legalna. To już wiecie. Do 2000 roku bycie alfonsem było nielegalne, teraz jednak wystarczy, że sutener otrzyma pozwolenie i będzie odprowadzał podatki. Dzięki temu kobiety, które pracują na Red Lightcie mają całkiem przyzwoitą ochronę. Są także ubezpieczone oraz odprowadzają od swoich zysków podatki. A co za tym idzie, tak, mogą dostać emeryturę prostytutki. Co więcej, mają one swój własny związek zawodowy De Rode Draad, jednak wiele kobiet nie decyduje się na wstąpienie w jego szeregi z przeróżnych powodów. Należy jednak pamiętać, że wciąż w Holandii znajduje się wiele instytucji, które nie traktują prostytucji jako regularnej pracy. Dlatego też często odmawia się im pożyczek bankowych czy ubezpieczeń „firmy".

Godziny pracy


Godziny, w których panie mogą zarabiać w swoich oknach to zazwyczaj okolice południa aż do późnych godzin po północy. 

Sposób korzystania z usług


To jest całkiem proste. Jeśli mężczyzna (lub kobieta, jak kto woli) mijając okna z prostytutkami znajdzie taką, która wyda mu się odpowiednia, podchodzi do jej okna, puka w szybę, a potem ustala z nią warunki (co będą robić, jak długo i za ile). Jeśli obie strony się zgadzają, pan wchodzi do skrytego za szybą pokoiku i przechodzą wspólnie do czynu. Okno zostaje zasłonięte czerwoną kotarą, co świadczy o tym, że ta kobieta jest zajęta. Aby skorzystać z usług prostytutki, musisz mieć co najmniej 16 lat, a sama prostytutka musi być osobą pełnoletnią.

Ile to kosztuje?


Około 50€ za 15-20 minut seksu oralnego i regularnego stosunku (w obu przypadkach przy użyciu prezerwatyw). Pojedyncze atrakcje to koszt ok. 30€. Jeśli masz ochotę na coś więcej lub chcesz wydłużyć czas usługi, zazwyczaj musisz za to dopłacić, jednak są i takie panie, które przedłużają ten czas bez dodatkowych opłat, chcąc tym samym wybić się na tle konkurencji.

Czy Red Light jest bezpieczny?


Jest to miejsce pełne turystów, ponieważ lokalni mieszkańcy raczej starają się te ulice omijać. Więc w sumie jedyne co może wam tu grozić to kieszonkowcy (dlatego pilnujcie swoich rzeczy, a już na pewno nie wchodźcie w te tereny z lustrzanką wywieszoną na szyi) oraz dealerzy. Ci drudzy są nieszkodliwi, jedyna interakcja (mam nadzieję, że jedyna;)), w jaką z nimi wejdziecie to rzucone w waszą stronę "pssst... you want some cocaine?". Oprócz tego dzielnica ta jest nieustannie monitorowana, a także obowiązuje tu zakaz nagrywania materiałów wideo i robienia zdjęć. Tak jak wspominałam w poście Amsterdam w weekend , dzieje się tak ze względu na bezpieczeństwo prostytutek. Jeśli myślicie, że obejdziecie ten zakaz to możecie się spokojnie pożegnać ze sprzętem, którym chcecie to zdjęcie wykonać. Byłam świadkiem, jak kobieta opuszcza swój pokój, podchodzi do mężczyzny i wyrzuca jego aparat do kanału. 

Czym się różni czerwone światło od niebieskiego?


Zanim pomyślicie „eee to pewnie taka fanaberia" przeczytajcie moje słowa, żebyście tego gorzko nie pożałowali. Czerwone światło = kobieta, niebieskie światło = niekoniecznie kobieta. Teraz rozumiecie? Za pośrednictwem niebieskiego światła prostytutka pracująca w tym oknie, oznajmia, że jest transwestytą lub transgenderem. Lecz, jak to w życiu bywa istnieją wyjątki od tej reguły. Niektóre kobiety używają niebieskich świateł, żeby po prostu lepiej się prezentować. Ulice, na których najczęściej spotkasz osoby trans- to: Bloedstraat i Barndesteeg, jednak wciąż nie jest to zasadą.

Ile prostytutek pracuje na RLD?


W Amsterdamie znajduje się około 400 okien, niektóre z nich funkcjonują poza terenem RLD. Statystycznie mówi się o 5 do 8 tys. prostytutek, ponieważ mogą one wykonywać swój zawód także w ramach eskorty lub pracując w klubach nocnych. Praca na ulicy jest nielegalna. Większość z nich to kobiety ze wschodniej części Europy (niestety).

Jaki jest koszt utrzymania okna?


Średnio jest to około 85€ w dzień i 115€ w nocy, jednak te ceny stale rosną, a co za tym idzie, na RLD możecie spotkać coraz więcej pustych okien. Wynajem jest określony czasowo i przewiduje około 8 godzin pracy.

Dlaczego one to tak właściwie robią?


Zawsze, gdy opowiadam o Red Lightcie ze szczegółami pada pytanie: "Skąd Ty to wszystko wiesz?". Wiem, bo jedną z klientek sklepu z goframi, w którym pracowałam była kobieta, która tam pracuje. Zanim się na mnie rzucicie, że rozpowiadam niewygodne informacje, ona nie ma absolutnie żadnego problemu z tym, jaki zawód wykonuje i bardzo chętnie zaspokajała moją ciekawość. Poza tym, czytałam kilka blogów kobiet pracujących na Red Lightcie, jak znajdę linki to podrzucę. ;)

Większość kobiet, które podejmują pracę na RLD robią to dla kasy. Zarabiają zazwyczaj po kilka tysięcy euro miesięcznie, bardzo łatwo jest im wybrnąć z płacenia podatków, są sobie same szefem. To chyba najczęściej wymieniane zalety. Oczywiście, nie znaczy to, że każda z pań ma portfel wypchany kasą po brzegi. Najwięcej zarabiają dwudziestolatki, z chyba logicznych powodów. Jednak, z mojego punktu widzenia, w wielu przypadkach miałabym chyba nie mały problem w ocenieniu ile te kobiety mają lat. Wbrew pozorom są one zazwyczaj bardzo zadbane i inwestują sporo pieniędzy w medycynę estetyczną. 

Nie patrzcie zatem na te kobiety jak na ofiary. Zawód jaki wykonują był jest i będzie ich świadomą decyzją. Jasne, zdarzają się wyjątki, ale takie sprawy bardzo szybko wychodzą na jaw i są karane.

Zamiast psychologa


Co ciekawe, mężczyźni często korzystają z usług prostytutek, nie w celu uprawiania seksu, a w celu rozmowy. Są to najczęściej wpływowi mężczyźni, którym doskwiera samotność. Taka prostytutka bierze wtedy normalną stawkę od takiego klienta, ale zamiast uprawiać seks, po prostu go słucha.

Pokazy


Na RLD stosunkowo często odbywają się pokazy, najczęściej są to całujące się kobiety, które potem zachęcają rozochocony tłum do dalszego podglądania, ale już za kasę. W sumie jeden pokaz drugiemu nierówny, ale powiem szczerze, że pracując niedaleko tej dzielnicy i idąc wzdłuż niej na metro, widziałam stanowczo za dużo.

Czy Holendrzy korzystają z ich usług?


Mam sceptyczne podejście do statystyk, a i logiczne jest to, że wielu „daczów" się do tego typu rozrywki nie przyzna, ale według danych statystycznych ok. 20% Holendrów odbyło w swoim życiu min. jeden stosunek z prostytutką. Sami oceńcie czy to dużo, czy mało.

Ośrodek informacji o prostytucji


W samym sercu Red Lightu możecie spotkać ośrodek informacji o prostytucji stworzony przez byłą prostytutkę, w którym można zobaczyć m.in. odtworzone miejsce pracy. 

Dlaczego Amsterdam się na to zgadza?

Z takiego samego powodu jak w przypadku marihuany. By zmniejszyć wpływy czarnego rynku i wyeliminować jak najwięcej przestępstw. Jeśli chcecie zapalić zioło, idziecie do coffeshopu i macie pewność, że nie palicie jakiejś trutki na szczury zmiksowanej ze szkłem. Idąc na Red Light, wiecie, że uprawiacie seks LEGALNIE bez obaw, że ktoś was za to zgarnie, tym samym mając prawie 100% pewność, że kobieta, z którą to robicie nie jest do tego zmuszana.

11 komentarzy:

  1. Ciekawa sprawa jest, ze punktem orientacyjnym do tych wszystkich 'przybytków rozkoszy' jest stojący w samym środku najstarszy kościół w mieście (Oude Kerk). Jak dla mnie to swoisty symbol dzisiejszej Europy. Poza tym wystawy rowerów w kościołach, bo ludzie nie przychodzą już się modlić. Zapraszam do skomentowania u mnie - https://marktheartist.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co więcej, z jednego z kościołów zrobiono park trampolin ;)

      Usuń
  2. Zawsze chciałam pojechać do Amsterdamu i chyba wkoncu się tam wybiorę! Twój post jeszcze bardziej mnie do tego naklonił!
    Pozdrawiam cieplutko :*

    Http://enduro519.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Na zdjęciu ta dzielnica wygląda bardzo ciekawie i zachęcająco, jednak po przeczytaniu tego całkowicie zmieniłam zdanie i teraz obrzydza mnie to, zwłaszcza ten widok półnagich pań w oknach.
    Pozdrawiam.
    Emilia Matyska, mój blog zapraszam! (klik)

    OdpowiedzUsuń
  4. chyba az za dużo się dowiedziałem z tego posta :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej :)
    Kurde, nigdy wcześniej nie słyszałam o tym miejscu, a z tego co piszesz wynika, że jest bardzo popularne :D
    Masz rację, to indywidualna sprawa kobiety co robi ze swoim ciałem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz o tym słyszę :) Ciekawe! :)

    http://nouw.com/roszakmagda

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo intryguje mnie to miejsce. Znam je z opowieści mojej sorki od polskiego. Pokazywała nam swoje zdjęcia z podróży i jednym z miejsc, które 'zwiedzała' była właśnie ta dzielnica. Pamiętam, że cała klasa była w szoku, że coś takiego w ogóle istnieje. ;)
    Pozdrawiam serdecznie ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Słyszałam o tym miejscu, ale nigdy nie byłam i nigdy nie korciło mi takowe odwiedzić. W sumie nie odważyłabym się chyba nawet tam pójść ;) Czułam bym się nieswojo, i tak jak Ty, nie mogłabym spojrzeć tym kobietom (i nie tylko kobietom...) w oczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A wszyscy mówią, że jadą do Holandii "na truskawki", może to jest główny powód ich wyjazdów 😄 WWW.RINROE.COM

    OdpowiedzUsuń